Capoeira

Dzień 4
Dziś w końcu się wyspałam - spałam 10h, a potem jeszcze prawie 2h. W nocy spałam tak mocno, że nie słyszałam jak Radek wchodzi, a to zdarza się bardzo rzadko. Ale budziłam się obok Niego -uwielbiam. Mogliśmy też pogadać (plusy nocek w pracy).
Ostatnio dużo odpoczywam (w końcu mam wakacje), a mimo to wszystko w domu ogarnięte, ale nie spędzam połowy dnia na uczelni, a drugiej w pracy. To zdecydowny plus +.
Nawet trening zrobiony! Mam ambitny plan od sierpnia -3x rozciąganie i 3x trening (w tygodniu). Zazwyczaj się udaje. Dziś ukochana capoeirka. Pomimo tego, że w sezonie nie nauczyłam się zbyt wiele (co najwyżej poprawiłam trochę podstawy), mało grałam i muzycznie też słabo, to się nie poddaje! Ten sezon należy do mnie.  Na pierwszy plan mam wrzucone nowe ruchy, ale muszę też zrobić berimbau i ogarnąć muzycznie trochę. Jest moc teraz się nie wolno poddać. Zresztą słoneczko świecące podczas treningów mówi wszystko.
Udało mi się też w końcu zrobić placki ziemniaczane (mniam mniam). Jest to wyczyn, bo nigdy nie chce mi się trzeć ziemniaków.

Jak widać to był całkiem udany dzień, a Wasz?

PS. Zdjęcie stare.

Komentarze