Weekendowo-walentynkowo

Tak to bywa w weekendy, że człowiek zapomina o Bożym świecie. Żyję w biegu i czasem nawet nie mam czasu pomyśleć, aby coś naskrobać... ale za to w moim życiu dzieją się ciekawe rzeczy, nie ma nudy :) Ale do rzeczy. Drobiazgi, które cieszą same się nie napiszą

Dzień 43-12 II 2016
Dzień wolny od szkoły (nieustawowo, ale jednak). Nauka (nie będąc w szkole można się uczyć. Tak. W domu. Naprawdę ;) ) Najsłodszy filmik na świecie-wspomnienia związane z Radkiem. Przeżycie (Taaak.. chciało się skrótu przez chaszcze, to się bało. Niby nikt się na mnie nie czaił, ale strach był). Podusia. Spotkanie z Radkiem.

Dzień 44-13 II 2016
Obudzenie się obok Radka. Trening z dzieciakami. Basen, sauna. Odpoczynek. Wspólne chwile z Radkiem. Planszówki.

Dzień 45-14 II 2016
Obudzenie się obok najlepszego mężczyzny na świecie. Spędzenie razem całego dnia. Film. Rozmowy. Walentynki.

To były najlepsze Walentynki na świecie. Nie z powodu prezentu (chociaż baaardzo mnie ucieszył), bo to nie jest najważniejsze. Nie obeszliśmy ich też jakoś szczególnie-ot, kolejna niedziela w łóżku. Ale pomimo to były najlepsze. Dlaczego? Bo spędziliśmy je razem. Mogliśmy po prostu pobyć razem i okazać sobie miłość. Tak jak codzień. Pewnie zastanawiacie się co w nich takiego fajnego, jeśli było "tak jak codzień". Ano to, że to oznacza, że kochamy się i sobie to okazujemy nie tylko na specjalne okazje. Nawet pomimo tego, że przewidywano nam, iż po 3 miesiącach nam przejdzie. Mineło 7 (prawie), a my nadal jesteśmy "misiakami". I może to nie jest długo, ale już coś. Nie wyobrażamy sobie naszego życia inaczej. Okazywanie sobie czułości codziennie jest ważne. Jest czymś co pozwala przetrwać miłości.

I wstawię sobie stare zdjęcia, a co.
:)

Komentarze