Smuteczki
Nawet ja mam czasem doła. I nie chodzi tu o chwilowy przypływ złej energii, który mogą opanować chociażby poprzez wypisanie tutaj tych miłych aspektów dnia. Chodzi o kompletny brak humoru, niekontrolowany płacz i niechęć do wszystkiego.
Wczoraj miałam taki dzień. W sumie zaczęło się w poniedziałek. Objawy jak wyżej. W poniedziałek dałam radę, jednak wczoraj przegrałam.
Złożyło się na to wiele czynników. Przebywanie w otoczeniu trucicieli psychicznych (czyli mamy i wujka, którzy ciągle narzekają, na wszystko, w szczególności mama. No ile można?!). Zimno. Spadek motywacji na treningach, dostrzeganie tylko złych rzeczy, i to nie w ten dobry sposób, który skłania do progresu. I najważniejszy powód. Wyjazd Radka. Od czwartku jest w pracy. Widzieliśmy się w nocy z piątku na sobotę i po południu, z poniedziałku na wtorek i we wtorek po południu.
Niedziele zazwyczaj są Nasze. Żadko kiedy jest inaczej. Spędzamy wtedy czas razem po całym tygodniu szkoły/pracy, treningów. Kiedy jest inaczej strasznie mi tego brakuje. Po prostu po ludzku tęsknie za Radkiem...
A teraz wyjechał do piątku, a w sobotę znów jedzie i nie wiadomo kiedy wraca. Wiem, że widzimy się z soboty na niedzielę, bo idziemy na koncert. I tyle. Będę tęsknić. Cholernie. Co ja pieprzę. Już tęsknie. Bo kocham tego człowieka...
Ależ romantycznie się zrobiło...
To teraz trochę posłodzę.
Zaraz.
Wczoraj wszystko to mnie przytłoczyło i nie miałam ochoty myśleć o dobrych aspektach dnia, bo ich po prostu nie widziałam. ALE. Ale dziś już widzę. Wystarczyło się z tym przespać w dobrym towarzystwie. I wypłakać. To pomaga.
Miłe akcenty wczorajszego dnia będą luzem ;)
Kiedy już się wczoraj wypłakiwałam w najlepszych ramionach na świecie, usłyszałam najpiękniejsze wyznanie. Nie lubię, gdy Radek się martwi, szczególnie przeze mnie, ale dziękuję za jego wsparcie i obecność, za poprostu bycie. Za to, że został ze mną, chociaż powinien iść się przygotować do pracy. Mam najcudowniejszego, najkochańszego mężczyznę na świecie.
Oprócz tego oczywiście Joga, skończenie książki "Prawdziwa historoa Draculi" (pewnego pięknego dnia usiąde i napiszę recenzję tej i poprzedniej książki).
~~~
A dzisiejszy dzień? Dzisiaj dużo lepiej. Dużo. Już tradycyjna forma.
Dzień 55
Nie spóźniłam się. Dobre śniadanko i obiadek. Napisanie wypracowania. W końcu. Ciekawy trening z Caju. Wypożyczenie lekkiej książki. I oczywiście najlepsze sms na świecie.
Komentarze
Prześlij komentarz