Niby nic, a jednak

Są takie dni, kiedy mogłoby się wydawać, że nic dobrego nas nie spotkało. Facet wyjechał, przyszedł list ze złą wiadomością, zapomnieliśmy odrobić zadanej pracy, nic nam nie wychodzi, a na domiar złego ciągle sobie przypominasz, że jakiś czas wcześniej przyjaciele zapomnieli o Twoich urodzinach i chyba mają Cie w dupie, chociaż się dla nich poświęcasz. Dziś to ja mam taki dzień. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. A wystarczy pogrzebać trochę głębiej.

Ludzie mają skłonności do dostrzegania swoich błędów, porażek, do wyolbrzymiania problemów. Nie jestem wyjątkiem. Dziś też najchętniej bym poszła spać pełna negatywnych myśli. Ale po co? Przecież mogę to zmienić. Mogę świadomie sobie przypomnieć radosne chwile, sukcesy, nawet te małe. Więc do dzieła.

Dzień 48
Nie spóźniłam się do szkoły. Ogarnięcie chemii. Rozmowa z rodzicami Radka. Gruszki. Kasza. Trening - ładna queda de rins. Nowa piosenka x2. Podwózka, bo deszcz. Fajnie, że to nie śnieg.

Całkiem sporo tego ;) Więc świadomie idę spać szczęśliwa.

TY też spróbuj!
Try!
Tenta!

Komentarze