Koncertowo

Dzień 56
Nie spóźniłam się. Czytanie przezabawnej książki. Lenistwo.

Dzień 57
Wygrana w losowaniu. Brak jednego niemca. Książka. Radek przyjechał!

Dzień 58
Cały dzień z Radkiem (nawet jak nie sam na sam). Trening. Basen. Sauna.  Cudowne chwile z okrutnikiem ;) Koncert. Cydr.

A dokładniej.

Dawno nie byłam na koncercie. A koncerty to bardzo fajna sprawa. Zupełnie inne odczucia niż słuchanie muzyki z telefonu czy innego sprzętu. Czuje się tą energię.
Na Farbensach pierwszy raz byłam na Woodstocku w zeszłe wakacje, a słucham ich od dawna. Od dobrych 4-5 lat. Jednak wcześniej byłam za młoda, jak na pierworodną, by chodzić na koncerty... I chyba też wtedy słuchałam ostatnio muzyki na żywo. Co prawda byłam poźniej na ŚliwkaFest, ale skończyło się tak, że nie byliśmy na żadnym koncercie.
Przyjechaliśmy jednego dnia wieczorem, kiedy nic ciekawego się nie działo, a następnego mieliśmy iść na Jelonka. Ten jako gwiazda festiwalu miał wystąpić jako ostatni. Był to czas suszy i groźnych burz, a tak się złożyło, że obozowisko było w lesie. Jak łatwo się domyślić jedna z nich miała nadejść. Ewakuacja obozowiczów, koncert odwołany. Burza jednak nie nadeszła, a Jelonek zagrał. Ja z Radkiem do tego czasu postamowiliśmy wrócić do namiotu, omijają koncert, po który tam pojechaliśmy. Mimo to bardzo miło spędziliśmy czas. Baardzo.
Ale, ale. Bo ja trochę odbiegłam od tematu. Więc to wtedy byłam ostatnio na takim wydarzeniu. Na Woodzie bardzo przyjemnie. Wylądowałam sama z Radkiem. Reszta była w tłumie, nie było co ich szukać. Bardzo fajnie. Dużo pozytywnych ludzi. Grali dużo romantycznych piosenek. Ludzie w pogo, a my, ja i Radek, patrzymy sobie w oczy. Czemu by nie?
W tą sobotę jednak zagrali skoczniejsze kawałki. Tylko dwie takie "milusie". Ale to fajnie. Wyskakałam się, pomachałam włosami, zaciąneliśmy Franie do pogo. Sama nie wchodziłam do środka (trampeczki). Wyszalałam się poza pogo :D Pozytywnie. Nawet nikt mnie zdenerwował. A koncert dzięki Radkowi. Sama bym sobie na niego nie pozwoliła.. Cudowna niespodzianka :)
Tylko jedna rzecz była dziwna. Koncert odbył się na sali z trybunami, ale krzesła spod samej sceny były wyniesione, miejsca więc było, ale ludzie siedzieli. Na koncercie punkowym. Ktoś to zrozumie...?! Ja nie.. Chociaż na Farben Lehre sytuacja się poprawiła. Pierwszym zespołem była OFENSYWA. Pierwszy raz we Włocławku. Zespół ze Szczecina. Ujdzie. Tłumu nie porwał. Pogo kończyło się w połowie piosenki. Trudno.
Następni zagrali The Analogs. Było lepiej. Pogo trwało, fajnie. Wrócę do nich. Mają jedną piosenkę, która idealnie do mnie pasuje.  Podobnie jak "Mam w dupie Farbensów". Nie będę się rozpisywać. Przekaz jest prosty.

https://www.youtube.com/watch?v=SXdUo6VMHpg&feature=youtube_gdata_player

Po nich oczywiście Farbensi, o których już pisałam. Gdybym ich miała, krótko porównać to:
Ofensywa: młodzi, trochę zestresowani występem. Wokalista robił śmieszne, miny. Trochę sztucznie to wyszło. Wyglądali.. grzecznie. Takie pierwsze wrażenie. Wyrobią się.
The Analogs: starsi (od ofensywy w sensie że) , wytatuowani, niegrzeczni :D Słabo rozumiałam słowa co jest trochę minusem.  Dosyć naturalnie wyszło. Wieloletnie doświadczenie. Było fajnie.
Farben Lehre: gwiazda wieczoru. W końcu ich 30 urodziny. Wygląd naturalny. Zwykli ludzie. Lubię takich. Śpiewali wyraźnie. Nawet jak była piosenka, której jakimś cudem nie znałam, byłam w stanie zrozmieć tekst.

Pozostawiam do własnej oceny. Utwory do odnalezienia na wszystkim znanym YouTube.

Po koncercie zostaną wspomnienia, a tymczase zostawię kilka zdjęć. Tak, wiem, słabe, ale starałam się je robić nie skacząc, co mało wychodziło. No i to telefon..

Komentarze