Joga

Dzień 46
Trening. 4 z niemca. Niedelikatność. Mrr. Tosty.

W ostatnim poście wspomniałam o prezencie, który mnie ucieszył. Był to karnet na siłownie/fitness/wszystko. Coś, na co sama sobie nie mogłam pozwolić jako biedna uczennica, która całe swoje liche kieszonkowe wydaje na swoją pasję. Coś, co planowaliśmy od ok 5 miesięcy. Jak tu się nie cieszyć? :)
Więc jutro idziemy na JOGĘ. A przedtem zachaczymy o siłownię. Ostatnim razem miałam piękne mikrourazy (pot. zakwasy). Mam nadzieję, że to się powtórzy :3

Wspaniałego faceta mam! Takiego, który sam przytula i do tego myśli o mnie! Szczęściara ze mnie!

Komentarze